Na trzeciej płycie tego zespołu ustabilizował się już skład z Johanssonem na bębnach i Magnusem Rosenem na basidle.
Płyta również została nagrana nie przez byle kogo a przez producenta, który pomagał w sukcesie takim zespołom jak np. Metallica czyli Michaela Wagenera.
W brzmieniu jakiejś zajebistej rewolucji nie ma ale i tak uważam, że płyta jest dobrze wyprodukowana.
Brzmi tak jak powinna brzmieć klasyczna heavy metalowa płyta z drugiej połowy lat 80-tych, choć nagrana została przynajmniej dekadę później.
Co do samych kompozycji, to utwory są nadal na bardzo wysokim jak na ten zespół poziomie i choć Ameryki panowie nie odkrywają, to słucha się płyty przyjemnie.
No oczywiście jeśli ktoś nie ma problemu z przyswojeniem wokalu Cansa :)
Teksty poruszają już standardowe dla tego zespołu tematy. Rycerskie chóry nadal powodują ciary na plerach u słuchacza wielbiącego takie klimaty, partie solowe również robią wrażenie.
Nie ma też zbytniego słodzenia, no może wyjątkiem jest bardzo nieudana ballada "Always Will Be", gdzie to mamy do czynienia z ckliwym "nananana". Niestety ten utwór psuje ogólny wygląd całości.
Jest to płyta, na której zdecydowanie ugruntował się styl zespołu, którego nie sposób jest pomylić z inną heavy metalową kapelą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz