Po dość dobrze przyjętym i w pewnym sensie przełomowym dla tego zespołu "Crimson Thunder", Szwedzi poszli za ciosem i nagrali płytę baaaardzo podobną brzmieniowo i stylistycznie do poprzedniczki.
Była nawet mowa o obraniu nowego kierunku i coś w tym jest bo w sumie od momentu wydania "Crimson Thunder", wyprzedzając nieco fakty, zespół wydawał bliźniaczo podobne do siebie płyty (brzmieniowo i wizualnie), i byli posądzani o zjadanie własnego ogona lub jak kto woli znaleźli bezpieczną przystań i trzymali się obranej konwencji.
Gorzej z tym, że te kolejne płyty jakoś nie mogły przebić w moim odczuciu wspomnianego krążka. Wydaje mi się, że po prostu dosięgnął ich kryzys, który dopadł również inne zespoły grające w podobnej stylistyce. Jedni zaczęli dziwne eksperymenty, a inni trzymali się własnego brzmienia, ale bez takiej skuteczności i jakości, jak w latach poprzednich. Tak jest też z "Chapter V".
Jak już mówiłem, w kwestii brzmienia, kultury gry i podejścia do tematu nie zmieniło się NIC.
Okładka nawet autorstwa tego samego rysownika co na "Crimson Thunder" tyle, że tym razem bardziej mroźna.
W kwestiach muzycznych jest słabiej niż na poprzedniczce, ale do plusów zaliczam znakomity, chwytliwy i singlowy "Blood Bound", judasowy "Fury Of The Wild", typowe dla nich rycerskie "Hammer Of Justice" czy "Born To Rule" (tu słyszymy Accept) oraz epicko zajeżdżający "The Templar Flame".
Z ciekawostek w ostatnim utworze "Knights Of The 21 Century" udziela się wokalnie Cronos z Venom, ale sam numer nie powala.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz