Wydane dwa lata wcześniej "Victory Songs" było ostatnią płytą na jakiej grała na klawiszach Meiju Enho, na kolejnej płycie Finów zagrał Emmi Silvennoinen.
Ta płyta jest moim zdaniem ciekawsza i lepsza od poprzedniej.
Po introdukcji prosto w pysk uderza nas tytułowy kawałek, niezwykle dynamiczny i mocarny - mógłby się z powodzeniem znaleźć w repertuarze Wintersun.
Jak dla mnie bomba!
Idąc dalej jest równie ciekawie. Oczywiście sporo tu skocznych folkowych melodyjek znanych z poprzednich płyt, ciekawych zagrywek obojętnie czy to klawiszowych, czy też zagranych na różnych niekoniecznie "metalowych" instrumentach.
Wszystko jest jednak zagrane lepiej, z większą finezją i polotem niż na "Victory Songs".
Z dwóch najdłuższych pieśni na płycie lepsza jak dla mnie jest pierwsza część "Heathen Throne" - najwięcej w niej chyba z utworów na płycie słychać Amorphisowych zagrywek.
Jednak oczywiście całość brzmi zupełnie w stylu Ensiferum.
Kolejnym zaskoczeniem jest skoczny "Stone Cold Metal", gdzie w połowie utworu czujemy się niczym na dzikim zachodzie za sprawą gwizdania i skocznej melodyjki na banjo.
Ciekawe i zaskakujące rozwiązanie.
Przed wieńczącym płytę, najdłuższym utworem jakim jest "The Longest Journey (Heathen Throne pt. II) mamy intro "Tumman Virran Taa", które brzmi niczym utwór... Islandczyków z Tyr.
Choć na początku kręciłem troszkę nosem, tak z czasem przekonałem się do tej płyty i uważam ją za całkiem niezłą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz