środa, 27 grudnia 2017

Ghost - Opus Eponymous (2010)

Odkąd zacząłem korzystać z Facebooka zauważyłem ciekawe zjawisko.
Gdy jest na coś "hype" to wtedy ludziska wrzucają jakieś filmiki, memy i tym podobne związane z tematem rzeczy na tak zwaną tablicę.
Dla przykładu "hype" na piosenkę Gotye - Somebody That I Used To Know, nowy odcinek "Gry o Tron", "The Walking Dead", "Wikingów" czy "Starych Warsów" i masa rzeczy z tym związana lub też kazanie jakiegoś nawiedzonego księdza.
Pewnego razu wszedłem sobie na Fejsa i zauważyłem, że sporo ludzi umieszcza kawałki zespołu Ghost.
Kto mnie zna ten wie, że jestem człowiekiem, który raczej nie płynie wraz z nurtem i nie jara się tym co wszyscy.
Przykład związany z Ghost był o tyle inny od powyżej przeze mnie przytoczonych, że kawałki te nie były umieszczane przez 80% moich znajomych a przez pewne grono.
Było to rzecz jasna przy okazji wydania ich pierwszej płyty "Opus Eponymous".
Zaintrygowany tym faktem postanowiłem sprawdzić co to ten szwedzki Ghost.
Okazało się, że ten owiany tajemnicą projekt (to już nie tylko ksywy i corpsepainting jak kiedyś ale tym razem jeszcze maski, kaptury i totalna konspiracja kto jest kim) gra całkiem ciekawą i oryginalną muzykę, która łączy rzeczy z pozoru nie do połączenia. 
Teraz zapewne każdy czytający ten wywód wie co to za kapela i przynajmniej raz choćby przypadkowo słyszał jakiś ich utwór lub widział teledysk.
Ci bardziej wnikliwi znają lub domyślają się zapewne personaliów muzyków biorących udział w przedsięwzięciu, już nawet nie samego głównodowodzącego, wokalisty Papy Emeritusa. 
Gdy po raz pierwszy usłyszałem, któryś z ich utworów, moją uwagę przykuło połączenie popowych melodii z dyskretnym (mniej lub bardziej) riffowaniem w stylu Mercyful Fate oraz okultystyczną tematyką tekstów.
Wyobrażacie sobie mieszankę The Beach Boys, Mercyful Fate i Blue Oyster Cult podlaną psychodelicznymi klawiszami?
Ja też sobie wcześniej nie wyobrażałem. Do tego te teksty...
Wokal trupiego papieża jest gładki, czysty i przyswajalny nawet fanom dużo lżejszych brzmień (z kolei niektórzy fani dużo cięższych odmian metalu mogą go uznać za zbyt "pedalski").
Zresztą ten pop to głównie siedzi w wokalu i chwytliwości kompozycji.
Dla mnie klimat stworzony przez Papa Emeritusa I oraz Bezimiennych Ghouli jest arcyciekawy i oryginalny.
Do brzmienia jakie ukręcono w studio nie mam żadnych zastrzeżeń.
Debiut został wydany przez wytwórnie Rise Above Records słynącą z psychodelicznych i doomowych klimatów i choć bezpośrednio muzyka Ghost nie odnosi się do tych podgatunków, to moim zdaniem do ich katalogu w jakiś tam sposób pasuje.
Na płycie znajduje się 9 utworów, z czego początek i koniec płyty spinają utwory instrumentalne.
Do największych hiciorów zaliczyłbym "Con Clavi con Dio", "The Ritual" (po prostu zajebistość!), "Elizabeth" oraz "Stand by Him".
Potem trochę już emocje opadają ale i tak refreny "Satan Prayer" czy "Prime Mover" długo nie chcą opuścić głowy.
Patrząc na specyficzną otoczkę wokół tego zespołu można by było powiedzieć, że to kolejna kapela, której image przykuwa większą uwagę niż muzyka.
W tym przypadku jednak tak nie jest.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz